Blog
Jak znaleźć hotel na Ko Chang?
Jest już późne popołudnie, kiedy zjeżdżamy z promu. Kierujemy się na zachodnie wybrzeże.
Dlaczego na zachód?
W trakcie naszej podróży z Chiang Mai na południe cały czas szukałam noclegów w internecie. Na stronie Booking.com mamy możliwość wyszukiwania ich na mapie. Patrząc na mapę wyspy wyraźnie widać, że ilość oraz wybór noclegów na zachodnim wybrzeżu wyspy jest zdecydowanie większy. Mapa jest usłana niebieskimi znacznikami oznaczającymi hotel czy resort, w porównaniu do jej wschodniej części, gdzie widać tylko kilka niebieskich kropek.
Decyzja była jedna. Zachód.
Podążamy jedyną drogą wzdłuż wybrzeża. Z prawej oraz lewej strony co chwilkę widzimy szyldy reklamujące oraz zachęcające dany ośrodek. Jest w czym wybierać.
Zaglądamy do kilku, niestety nie mają wolnych miejsc. Wtedy dopiero się orientujemy, że trafiliśmy na długi weekend. W Tajlandii poniedziałek 6 kwietnia jest dniem wolnym od pracy i wiele miejsc turystycznych jest już zarezerwowanych na ten okres.
Jeśłi chcesz uniknąć tłumów turystów sprawdź przed wyjazdem czy nie trafisz na święto czy festiwal.
Na stronie Booking.com sprawdzam więc szybko gdzie są wolne noclegi i znajduję hotel „V.J. Bed & breakfast”.
Nastawiam nasz nawigator i po kilkunastu minutach skręcamy w prawo w kierunku plaży. Podjeżdżamy na parking przed całkiem sporym budynkiem. Przypomina nasze dawne komunistyczne ośrodki wypoczynkowe w Polsce. Na parkingu nie ma żadnego auta.
Wchodzimy do recepcji i pytamy o wolne miejsca. Recepcjonistka odpowiada, że mają wolne pokoje za 900 baht za noc. Pokazuję jej na stronie booking.com cenę 800 Baht za noc ze śniadaniem. Pani recepcjonistka, trochę zirytowana odpowiada, że jak zarezerwuję przez internet to będzie niższa cena. Dokonuję więc rezerwacji przez internet na jej oczach. Chyba ją to jeszcze bardziej zirytowało i z miną primadonny zgadza się łaskawie na 800 Baht.
Jednak zanim dokonujemy formalności prosimy aby nam pokazała pokój. Ta zawołała jakiegoś pana, który zaprowadził nas do pokoju na trzecim piętrze z widokiem na basen. Pokój z podstawowym wyposażeniem, łóżko, szafa, lodówka, balkon. Bez rewelacji, ale my nie mamy większych wymagań, ważne aby było czysto. Przyglądam się pościeli na łóżku i od razu zauważam pożółkłe plamy oraz postrzępione ręczniki. Zaglądam do łazienki, a tam na podłodze kłęby kurzu … i to nie takiego sprzed paru dni. Tu nie było sprzątane chyba od tygodnia, albo i dłużej!
Rozmawiam z mężem i decydujemy się zarezerwować tylko na jedną noc. Rano poszukamy czegoś nowego.
Schodzimy do recepcji i płacimy za nocleg. Recepcjonistka dokonuje wszystkich formalności, kopie paszportów, wręcza nam kwitki na śniadanie i klucze. Jednak zauważam, że klucze są do innego pokoju. Zdziwiło mnie to trochę, ale pani mówi, że tamten pokój jest zarezerwowany. Myślę trudno, jakoś wytrzymamy tą jedną noc. Idziemy do naszego nowego pokoju. Na drugim piętrze. Po otworzeniu drzwi od razu zauważam, że widok z okna jest na dach jakiegoś budynku gospodarczego. Pościeli na łóżku brak, rzucony byle jak koc, a materac straszy przeżółkłymi plamami. Łazienka oczywiście brudna – oj! wkurzyłam się i to nieźle. Aż tak tolerancyjni to my nie jesteśmy. Zdecydowaliśmy, że rezygnujemy z oferty.
Schodzimy więc do recepcji i mówimy, że pokazała nam inny pokój a dała inny, w dodatku nie był on przygotowany dla gości.
Recepcjonistka zamamrotała coś po tajsku i z łaską oddała nam pieniądze. Bardzo niemiła pani. Na północy Tajlandii to rzadkość.
Korzystamy z jej hotelowego internetu i szukamy innego noclegu. W odległości ok 5 km znalazłam Chang Park Resort i zarezerwowałam pokój na 3 noce przez internet.
Zajeżdżamy na miejsce po 5 minutach.
Piękny wjazd, duży parking prawie pełny, mili, uśmiechnięci panowie na recepcji. Bez problemu i łaski zakwaterowali nas w jednym z domków w ośrodku. Może nie jest to pierwsza klasa, ale jest łóżko, łazienka i śniadanie wliczone w cenę, 1000 baht za noc (za dwie osoby). Cieszę się, ze dopłaciliśmy trochę więcej, ale mamy przyzwoity pokoik, sprzątany raz dziennie, ręczniki wymieniane codziennie, woda pitna dostarczana raz dziennie do pokoju. Do tego piękny basen i plaża z bielutkim piaskiem i palmami należąca do ośrodka.
Przy basenie jest bar, gdzie można zakupić chłodne drinki oraz napoje gorące.
Ponadto cały ośrodek znajduje się w egzotycznym parku (jak nazwa na to wskazuje), po którym przechadzają się różne ptaki, począwszy od pięknego pawia, poprzez kaczki i gęsi, na mewach i innych drobniejszych, nie znanych mi z nazwy, skończywszy.
W ośrodku znajduje się też staw po którym pływają owe ptaki, a który przecina coś w rodzaju pomostu łączącego teren, gdzie znajdują się nasze domki z plażą. Wieczorem wszystko jest urokliwie podświetlone i wygląda to nadzwyczaj romantycznie.
Chang Park Resort to ośrodek, w którym oprócz naszych chatek znajdują się również inne budynki, w których można wynająć pokoje. Głównym z nich jest hotel na około 100 miejsc, gdzie cena jest trochę wyższa za nocleg. Najdroższe są wille przy plaży, gdzie cena to od 3000 do 4000 THB za willę za dobę. Większość z nich była już zajęta. Przechodząc któregoś dnia obok jednej willi słyszałam głosy, ktoś rozmawiał w języku rosyjskim. Widać wyraźnie kto ma kasę na takie luksusy.
Wille przy plaży.
Uwielbiam huśtawki na plaży.
My bardzo jesteśmy zadowoleni z naszej decyzji. Dodatkowo w recepcji mają sejf, gdzie można przechować dokumenty i inne wartościowe rzeczy, kiedy na przykład wybieramy się na przejażdżkę po wyspie, czy wycieczkę łódką lub kajakiem i nie chcemy aby coś zostało zniszczone.
Obsługa jest nadzwyczaj miła i pomocna, zawsze uśmiechnięci panowie służą pomocą czy poradą szczególnie w temacie atrakcji regionu. Hotel również oferuje usługi pralni oraz pomaga w rezerwacji wycieczek na terenie Ko Chang oraz okolicznych wysepek.
Zobacz Galerię zdjęć
z ośrodka Chiang Park Resort
Codziennie rano od godziny 7 do 10 serwowane jest śniadanie w postaci stołu szwedzkiego. Oj, było w czym wybierać. Tajskie dania tradycyjne na bazie ryżu oraz makaronu, zupy z różnymi dodatkami a dla ‘farangów’ typowe dania zachodnie, czyli tosty, jajka sadzone, smażone, omlety, szynka i boczek. Ja upodobałam sobie sekcję owoców oraz warzyw, a najbardziej smakowały mi omlety z dodatkiem warzyw. Muszę tu również wspomnieć o wyśmienitej kawie, którą dolewaliśmy przy każdym śniadaniu kilkakrotnie. Świetna na dobry początek dnia.
Po rozpakowaniu walizki i szybkim prysznicu wybieramy się na kolację. Jedyna droga, która wiedzie wzdłuż wybrzeża niemalże dookoła wyspy, usłana jest knajpkami, sklepikami z pamiątkami, hotelami czy pensjonatami oraz salonami masażu. Czego nam więcej do szczęścia potrzeba?
Wstępujemy do jednej z lokalnych restauracji i zamawiamy nasz ulubiony ryż z kurczakiem (80 THB) oraz smażoną wieprzowinę z bazylią w sosie z ostryg (70THB). Do tego tajska whisky Sam Song (butelka 250THB, która wystarczy nam na cały pobyt, haha) z colą.
Podróż, wrażenia a przede wszystkim whisky nas zmogły i padamy przed 23:00.
Jeśli masz zamiar wybrać się na wakacje na wyspę Ko Chang to gorąco polecam ośrodek – Chang Park Resort.
PS. Tu znajdziesz huśtawkę na plaży … ja je uwielbiam.
