Zachodnie wybrzeże wyspy Ko Chang

Pierwsza pobudka na Wyspie Słonia. Budzimy się przy śpiewie oraz krzykach ptaków w ośrodku. Piękne “gadziny”, ale hałaśliwe okropnie. Już od 6 rano zaczynają swoje trele i świergotanie.

Wstajemy więc wcześniej, jako że zamierzamy dzisiaj zwiedzić zachodnie wybrzeże wyspy.

Już po 7 jesteśmy na jadalni. Gareth zjadł chyba 3 śniadania, ja zmieściłam jednego omleta i porcję owoców. Kawa obowiązkowo – trzy malutkie filiżanki.

Zostawiamy nasze paszporty, itp w hotelowym sejfie, pakujemy się do auta i ruszamy w drogę. 

Na samym północnym szczycie wyspy zjeżdżamy w lewo z drogi i wjeżdżamy w dolinę. Po kilku minutach jazdy parkujemy prawie na plaży. Tu znajduje się bar Shambala, jednak nigdzie nie znalazłam nazwy plaży. Plaża jest dosyć duża, piasek lekko kamienisty, a woda w czasie odpływu jest bardzo płytka. Chyba dlatego, że plaża znajduje się w niewielkiej zatoczce pomiędzy wzgórzami

Kilka ośrodków o wyższym standardzie i wiele nowo powstającyh. Zapewne po kilku latach tu będzie się roiło od tłumów, my nie spotkaliśmy jednak żywego ducha. 

Największa, a zarazem najpopularniejsza plaża White Sand Beach (Białe Piaski) znajduje się najdalej na północy wyspy. Jest ona najczęściej wybierajna przez turystów ze względu na ilość rozrywek i dostęp do szeregu restauracji, sklepów i usług. Tu wzdłuż ulicy biegnącej równolegle do plaży zrobisz zakupy, dobrze zjesz czy znajdziesz pomoc medyczną w razie wypadku Na samej plaży, wprost na piasku można zjeść romantyczną kolację i podziwiać przepiękne zachody słońca.

Kolejnym przystankiem wyprawy po zachodnim wybrzeżu Wyspy Słonia jest punkt widokowy Gai Bae, który łatwo zauważyć z drogi.

Duży parking oraz tablice informacyjne. Jedna z nich to mapa wyspy z głównymi punktami turystycznymi oraz największymi jej plażami. 

Inna tablica informuje nas o tym, że cała wyspa Ko Chang oraz mniejsze wysepki dookoła znajdują się w Parku Narodowym Wyspy Słonia (Chang Island National Park). W teren parku wliczane są Wyspa Ko Chang, dzielnica Koh Kood oraz prowincja Trat, w której skład wchodzi ponad 40 większych oraz mniejszych wysepek archipelagu. Największą z nich jest właśnie Wyspa Słonia. Nazwa tej wyspy pochodzi od jej kształtu czyli głowy słonia. Jeśli przyjrzymy się mapie to zauważymy kształt trąby oraz pyska słonia po wschodniej stronie wyspy.

Z informacji wyczytuję również, iż park narodowy powstał 31 grudnia 1982 roku, jako jeden z 45(!) parków narodowych w Tajlandii. Oni to dbają o naturę.

Punkt widokowy Gai Bae (Gai Bae View Point) znajduje się w odległości 20 km od portu promowego. Z tego miejsca zobaczyć można cztery pobliskie wyspy: Ko Man Nai, Ko Pli, Ko Man Nork, oraz Ko Yuak.

Do najbliższej wyspy Ko Man Nai można przedostać się pieszo w czasie odpływu. Każda z wysepek ukrywa niewielkie piaszczyste plaże, do których dostać się można na przykład wypożyczonym kajakiem. Wynajem takiego środka transportu to koszt ok. 100 Baht za godzinę.

Poniżej, również duża plaża to Khlong Praw Beach (na niektórych mapach jej nazwa to Khlong Prao). Tutaj, jak i wzdłuż Plaży Białych Piasków, znajduje się wiele nowo powstałych resortów, jak i również dzika, niezagospodarowana plaża.

Nasz ośrodek Chang Park Resort (zobacz więcej we wpisie), obok wielu innych, znajduje się przy kolejnej plaży na zachodnim wybrzeżu – Kai Bae Beach.

Podziwiamy wspaniałe widoki pobliskich wysp, plaż zachodniego wybrzeża Ko Chang oraz samego morza, po którym co chwilę suną łódki, kajaki czy skutery wodne. Podobno z tego punktu widokowego można obserwować zjawiskowe zachody słońca.

Poruszamy się dalej na południe. Kiedy przejeżdżamy wzdłuż dziesiątek pubów, restauracji czy hoteli to znak, że na wybrzeżu jest piękna, piaszczysta plaża. Przecinając niezamieszkałe czy mniej tłumne turystycznie odcinki, wiadomo, że dostęp do plaży jest utrudniony lub plaża jest kamienista.

Z ciekawości wstępujemy na plażę Lonely Beach, do ośrodka „Siam Hut”. Plaża jest popularna wśród ‘backpackerów’ oraz młodzieży, nie tylko ze względu na niższe ceny za chatkę (od 350 do 550 Baht), ale głównie z powodu słynnych ‘Moon Party’ na plaży. 

Stronę internetową ośrodka “Siam Hut” znajdziesz tutaj.

Rano nie ma jednak śladu po imprezie, jest cicho i spokojnie. Pewnie wszyscy odpoczywają po ciężkiej nocy.

Lonely Beach
Siam Hut 3
Siam Hut 2
Siam Hut 4

Klikam kilka zdjęć chatkom oraz przyjemnemu basenowi ośrodka.

Plaża niestety jest w tym miejscu kamienista.

Następna plaża to Bailan Beach, wokół której znajduje się kilka luksusowych hoteli.

Mijamy następne ośrodki i hotele, jednak jest ich zdecydowanie mniej niż w północnej części zachodniego wybrzeża wyspy. 

Zauważam znak:‘Treetop Adventure Park’, gdzie można wśród gąszczy dżungli zjeżdżać i wspinać się po linach. Coś dla miłośników ‘małpich gajów’. 

Dojeżdżamy do wioski Bang Bao. Jest to rybacka wioska z domami i sklepami wybudowanymi na palach, wzdłuż dosyć długiego pomostu, który wychodzi daleko w zatokę. Znajduje się tu wiele sklepów z odzieżą, pamiątkami oraz tysiącami innych produktów, jak sprzęt do nurkowania czy nieprzemakalnymi artykułami. My dokonujemy zakupów – jak to Gary powiedział „za oszczędności życia” – obuwia, które chroni nas przed skaleczeniami stóp, w czasie nurkowania czy brodzenia w wodzie (strzał w dziesiątkę) oraz nieprzemakalnej torby.

Spacer wzdłuż pomostu zajmuje kilkadziesiąt minut, więc warto przeznaczyć na to czas, szczególnie, że restauracje i kawiarnie kuszą niezmierną ilością owoców morza. 

Zatrzymujemy się na kawę w jednej z nich. Siedzimy przy stoliku i popijamy czarny napój, a pod naszymi stopami chlupie woda.

Podziwiamy widoki oraz zastanawiamy się jak ci ludzie tutaj żyją. Nie jest im na pewno łatwo.

Zauważamy także, że niektóre z domów to pensjonaty czy hotele, gdzie można wynająć pokój. Jeden z budynków to szpital, również wybudowany na wodzie. Cała wioska na wodzie.

Spacer na sam koniec pomostu wiedzie pomiędzy łodziami rybackimi oraz statkami wycieczkowymi. Na samym końcu deptaka znajduje się niewielka, ale ładna latarnia morska.

Zbliża się południe i słońce daje się nam we znaki.

Szukamy jakiegoś miejsca do ochłody. Jednak tutaj do wody nie wskoczysz bo nie ma plaży.

Jedziemy więc dalej na południe, podążając za znakami z napisem ‘Grand Lagoona’. Z mapy widać, że jest to ostatnie miejsce do jakiego możemy dotrzeć autem. Przed wjazdem do ośrodka musimy uiścić opłatę 100 Baht za osobę.

Podążamy alejką wzdłuż palm i innych egzotycznych roślin, mijamy wielkie, kamienne słonie.

Parkujemy auto i kierujemy się ku plaży.

Cały ośrodek znajduje się na terenie laguny, a domki i główny hotel to po prostu statek i łódki. Ciekawie to wygląda. Zobaczcie ośrodek Boat Chalet na booking.com.

Co nas jednak uderzyło w tym pięknym terenie? Nie spotkaliśmy żywej duszy. Statek osadzony w piasku, czyli ten największy hotel, wyglądał jakby nikt go od lat nie użytkował. Gdybym tu była nocą to miałabym wrażenie, że jesteśmy w samym środku akcji jakiegoś horroru. Rdza zaczyna zżerać burtę, okna jakby zaciągnięte mgłą, ogromny, zardzewiały łańcuch z przodu. Przerażający widok.

Pozostałe łodzie umieszczone były na wodzie i nie wyglądały już tak przeraźliwie. Na jednej z nich znajdował się basen przylegający do barku. Widać w latach rozkwitu serwowano tu drinki relaksującym się tu letnikom. Inna łódź to recepcja, gdzie spotkałam jedną Tajkę. Obecnie ośrodek zdecydowanie wymaga generalnego remontu.

Rozkładamy nasze ręczniki na wolnych leżakach na prawie bezludnej plaży i wskakujemy do wody. Troszkę ulżyło, mimo że woda w zatoce tajskiej nie jest tak zimna jakbyśmy sobie wyobrażali. Wręcz ma się wrażenie, że pływasz w lekko podgrzanej, słonej kąpieli. 

Na plaży znajduje się niewielki bar, gdzie zamawiamy zimne tajskie piwo Chang oraz dwa szaszłyki. Czujemy się jak w raju – bielutki, drobniutki piasek, palmy, chłodne piwo.

Grand Lagoona 6
Grand Lagoona 2
Grand Lagoona 4
Grand Lagoona 5

W ten właśnie sposób świętujemy Wielką Sobotę. Na piasku wypisujemy po polsku i po angielsku życzenia świąteczne, robimy zdjęcia i wysyłamy do rodziny i znajomych przez Facebook’a. 

Jest dobrze po 16 gdy słyszę język rosyjski. Turyści “zza Buga” również wpadli na naszą prawie prywatną rajską plażę. A tak było miło.

Grand Lagoona 8
Grand Lagoona 7

Przed opuszczeniem plaży bujam się na huśtawce zawieszonej na jednej z palm.

Chyba polubię Wielkanoc na plaży.

Zobacz też

Wyspa Ko Chang - wschodnie wybrzeże

To jeszcze nie wszystko!

Możesz teraz na bieżąco śledzić moje wyprawy na Instagramie: